Episode #345: „Star Wars. The Rise of Skywalker” czyli o finale kultowej sagi.

star-wars-the-rise-of-skywalker-theatrical-poster-1000_ebc74357

Tytuł: „Star Wars. The Rise of Skywalker”

Reżyseria: J.J Abrams.

Czas trwania: 141 minut

Premiera: 19/12/2019

Występują: Daisy Ridley, John Boyega, Oscar Isaac, Mark Hamill, Adam Driver, Carrie Fisher.

 

Ostatni rozdział kultowej sagi, który ma wszystko wyjaśnić. Po upadku Pierwszego Porządku, przywódcą zostaje Kylo Ren ( Adam Driver), który nadal próbuje zwerbować Rey ( Daisy Ridley) na ciemną stronę mocy. Okazuje się, że całym spiskiem związanym z powstaniem nowego Imperium, stoi nie kto inny jak (spoiler!) Palpatine!

Rebelia zaczyna zbierać siły by uderzyć na tajemniczy Ostatni Porządek, który ma ogromną flotę na planecie, do której dostęp można zdobyć tylko poprzez klucz Sithów. Zaczyna się walka z czasem by odnaleźć klucz i powstrzymać zagładę, czającą się nieopodal.

Żeby w pełni zrozumieć fenomen „Gwiezdnych Wojen”, trzeba je obejrzeć przynajmniej dziewięć razy w różnych etapach życia. Dla mnie, przygoda z tymi bohaterami, zaczęła się gdy miałam naście lat.  Wtedy też wyszły prequele, które wzbudzały tyle kontrowersji co zachwytów. Aż w końcu na kilka lat, odłożono tworzenie dalszych epizodów. Mimo to, „Gwiezdne Wojny” żyły i żyć będą. Jeśli chodzi o „Rise of Skywalker” to powiem tak. Śmiało można by zrobić jeszcze jeden epizod, bo zostało bardzo wiele wątków nie domkniętych ( ale to chyba taki urok tych filmów). Jednak główny z nich, czyli relacja między Kylo Renem a Rey zamknięto przepięknie. Nie powiem, wzruszyłam się. Tak, na „Gwiezdnych Wojnach”, gdzie ja się zwykle nie wzruszam. A tu nagromadziło się bardzo wiele emocji. Przede wszystkim związanych z tym, że zakończyła się pewna epoka w kinie. Coś, co przez ostatnie czterdzieści dwa lata przyprawiało fanów na całym świecie o palpitacje serca, teraz dobiegło końca. Nie oznacza to, że „Gwiezdne Wojny” są już zamknięte. Nie. Teraz zacznie się coś nowego. Jednak ta ostatnia część wzbudziła we mnie bardzo wiele skrajnych emocji. Wizualnie, film jest cudny. Naprawdę świetne efekty specjalne, wszystko tak, jak powinno być. Aktorsko średnio. Niby próbowali żartować, niby próbowali pokazać jakieś więzi między bohaterami, ale ginęły one w ogólnym chaosie, jaki panował na ekranie i ciężko było się skupić na tym, że coś się dzieje między bohaterami. Jedyny wątek, który obserwowałam z zainteresowaniem to  ten między Kylo a Rey. Gdyby tylko na tym się skupić, byłoby tu o wiele więcej spójności. A tak, mamy tradycyjny chaos, sto osiemdziesiąt nowych postaci, których już nigdy nie zobaczymy i rzecz jasna musiał się  pojawić jakiś nowy droid, bo by nie wytrzymali.

Ogólnie jest to czysto rozrywkowe kino. W moim odczuciu tak 7/10. Bo i wielkiego zaskoczenia nie było ani też żadnego wielkiego plot-twistu nie było, więc raczej przeciętnie z ładnym zakończeniem choć jednego, przewodniego motywu. Twórcy też puszczali oczka do fanów starej trylogii, wplątując do historii postać Lando oraz pokazując Ewoków. Czy też samo zakończenie jest bardzo w stylu pierwowzoru. Ale to chyba o to chodziło. Jeśli lubicie „Gwiezdne Wojny”, to idźcie do kina. Jest to naprawdę wspaniała rozrywka. A na zachętę zostawiam Wam trailer.

Z popkulkowym pozdrowieniem,

Meg.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s