Episode #332: „Fenomen Noblisty”, czyli jak wszyscy nagle kochają literaturę, której nie znają i którą się nie interesują.

Witajcie,

Dzisiaj trochę odmienny wpis od tych, jakie do tej pory pojawiały się na moim blogu. Wiem, że w większości były to opinie o książkach, filmach czy wydarzeniach związanych z szeroko pojętą popkulturą. Jednak dzisiaj przychodzę do was z tekstem o książkach, ale w nieco innej formie. W związku z szałem na Olgę Tokarczuk, która otrzymała nagrodę Nobla w dziedzinie literatury, postanowiłam skomentować „fenomen Noblistów”.

„Fenomen Noblistów” jest to zjawisko, które polega na tym, że ludzie nagle zaczynają sięgać po książki autorów, o których wcześniej nie słyszeli ale skoro zdobyli Nobla, to trzeba ich koniecznie znać, bo przecież tak wypada. Dlatego wszyscy masowo zaczynają kupować książki wyróżnionego twórcy a jak ktoś ośmieli się wyrazić zdanie, że to nie jest ich typ literatury, to się uznaje taką osobę za ignoranta albo idiotę, mówiąc bardzo wprost. No, bo przecież jak to tak? Nie czytać NOBLISTY?

Oczywiście nie jest tak w każdym przypadku. Jest grono osób, które nie interesują się nagrodami literackimi czy innymi i jakoś nie szczególnie chcą sobie zawracać głowę nadrabianiem wszystkich tytułów, jakie zostały wyróżnione. Ja osobiście jestem bardzo dumna z tego, że po dwudziestu trzech latach Nobel w dziedzinie literatury trafił w polskie ręce. Mamy wielu wybitnych twórców, aspirujących do bycia laureatami tej prestiżowej nagrody. Aczkolwiek niewielu się udaje osiągnąć ten cel. A pani Tokarczuk skradła serca jury i się udało. Gratuluję jej tego zwycięstwa bo miała naprawdę zacną konkurencję.

Ale wracając do „fenomenu noblisty”, to dla mnie zachowanie poniektórych jest trochę śmieszne. Ludzie na gwałt chcą znać wszystkie dzieła danej osoby i patrzą z góry na każdego, kto im nie wtóruje. Ja przyznaję, czytałam tylko jedną książkę pani Tokarczuk i były to „Księgi Jakubowe”. Co mnie osobiście zachwyciło to przepiękny styl pisania, jaki autorka pokazuje w swoich dziełach. I dające do myślenia historie. Dwie rzeczy, które cenię sobie w literaturze, zwłaszcza w tej tak zwanej „wysokich lotów”.

Niewiele osób wie, że bardzo lubię literaturę piękną. Czytuję Dostojewskiego, Atwood, Orwella, Shakespeare’a, Joyce Carol Oates, Zafona, Marqueza, Cabre, Byrona, Szymborską, Ishiguro, Murakamiego, Wilde’a, Dickensa, Whartona, Poe, Dumas czy Bułhakova. Lubię klasykę, jak i literaturę współczesną. Lubię ciężkie książki i takie, które dostarczają rozrywki. Wiele osób ocenia mnie po tym, że czytuję dużo fantastyki, młodzieżówek i kryminałów. Myślą, że skoro nie opowiadam o innych gatunkach, to ich po prostu nie znam. Otóż, znam całkiem dobrze. Jak widać, czytuję również noblistów ale nie dlatego, że są „na topie”, ale dlatego, że po prostu podoba mi się ich styl czy historia, którą chcą opowiedzieć.

Podobnie rzecz ma się z filmami, jednak o tym napiszę może przy innej okazji.

Podsumowując ten mój wywód, mam tylko jedno do powiedzenia: cieszmy się z polskiego sukcesu ale nie zmuszajmy się nawzajem do czytania czego, co będzie dla nas katorgą. Szanujmy upodobania innych tak samo, jak oczekujemy szacunku do swoich własnych i nie zachowujmy się jak ćmy lecące do światła w środku nocy. Nikomu to chwały nie przyniesie a może wywołać niepotrzebne spory. A tego, w dzisiejszym świecie, mamy już pod dostatkiem.

Z czytelniczym adieu,

Meg.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s