Episode #215: „Czas na finał, czyli słów kilka o „Leku na Śmierć”.

Witajcie!

Wow… To już luty… A dopiero co witaliśmy nowy rok. A skoro zaczął się nowy miesiąc, to czas na pierwszą recenzję. Tym razem na tapetę idzie ekranizacja jednej z moich ulubionych serii, czyli „Więźnia Labiryntu”. A właściwie jej ostatnia, filmowa część. Zapraszam do lektury.

mazerunner

Tytuł: ” Więzień labiryntu: Lek na śmierć” / „The Maze Runner: Death Cure”

Produkcja: 20th Century Fox.

Reżyseria: Wes Ball

Występują: Dylan O’Brien, Thomas Brodie-Sangster, Kaya Scodelario, Ki Hong Li.

Czas trwania: 130min.

Moja ocena: 7,5/10.

Film rozpoczyna się w biegu. Thomas ( Dylan O’Brien) wraz ze swoimi towarzyszami, próbują odbić pociąg, w którym uwięzieni są inni uczestnicy „prób labiryntowych”. W tym i ich przyjaciel, Minho ( Ki Hong Li). By to zrobić, muszą dostać się do legendarnego Ostatniego Miasta, gdzie swoją siedzibę ma również DRESZCZ. Thomas wraz z Newtem ( Thomas Brodie-Sangster), Jorge ( Giancarlo Esposito), Brendą ( Rosa Salazar) i Patelniakiem (Dexter Darden), wyruszają na samobójczą misję, która może zakończyć się katastrofą…  A czy tak się stanie, to już będziecie musieli obejrzeć film, by się przekonać.

Według mnie, jest to bardzo dobrze zrobiony film akcji, który od początku do końca, trzyma widza w napięciu. Jako adaptacja, niestety cała produkcja leży i kwiczy. Jedyne nawiązania do książki, to imiona bohaterów i umiejscowienie akcji w świecie post apokalipsy. Jednak nie oczekujmy, że twórcy przeniosą całą strukturę fabularną książki na ekran. Tego typu produkcje, mają na celu zapewniać rozrywkę oraz pobudzić do refleksji nad tym, co jesteśmy w stanie zrobić, gdy jesteśmy przyparci do muru. I jakie podejmiemy decyzje, gdy w grę wchodzi życie najbliższych nam osób i całej ludzkości.

Czytałam wiele krytycznych opinii na temat tej produkcji, że duch książki zginął gdzieś pod warstwą efektów specjalnych, krzyków i wybuchów, jednak tutaj się z tym nie zgodzę. W tej części tak nie było. Mogliśmy obserwować rozterki bohaterów, ich słabości i zrywy odwagi. Z napięciem śledziliśmy każdy ich ruch aż do finału.

Nie mogę też nie wspomnieć tutaj o naprawdę dobrych kreacjach aktorskich. Dylan O’Brien spisał się genialnie jako główny bohater całej franczyzy i jego postać była prawdziwa. To samo mogę powiedzieć o jednej z głównych antagonistów, czyli o Jansenie, którego zagrał Aidan Gillen. Już w „Próbach Ognia” dał pokaz swoich umiejętności, a tu pociągnął tę postać na wyższy poziom, co według mnie bardzo się przysłużyło całości.

Podsumowując, film godny obejrzenia. Efekty wizualne oraz wartka akcja, nadają tej produkcji dynamiki, a kreacje aktorskie wzbudzają wiele emocji, co w efekcie daje świetne kino rozrywkowe. Chylę czoła w stronę Wesa Balla, który zrobił coś fajnego, nie tracąc przy tym młodzieńczej świeżości.

Jeśli nadal nie czujecie się przekonani, obejrzyjcie trailer:

Z filmowym adieu,

Meg.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s