Episode #205: ” The Force is strong within my family…” czyli „The Last Jedi” i cały ten jazz…

the-last-jedi-theatrical-blog

Tytuł: „Star Wars. The Last Jedi. Episode VIII”

Reżyseria: Rian Johnson.

Muzyka: John Williams.

Data premiery: 14.12.2017

Czas trwania: 153 min.

„Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce…” tak zaczyna się każdy kolejny film z serii „Star Wars” a tuż po tym wstępie, słyszymy tę kanoniczną wręcz muzykę, która zapisała się w popkulturze jako znak rozpoznawczy całej franczyzy. Z każdą kolejną produkcją, twórczy legendarnych „Gwiezdnych Wojen” robią wszystko, by fani zachodzili w głowę, co się wydarzy. Tak też było w przypadku nowej trylogii. Gdy ” Przebudzenie mocy” weszło do kin, zostało przyjęte z bardzo mieszanymi odczuciami. Jedni, nazywali ten film kopią „Nowej Nadziei” a inni stwierdzali, że to już nie są te same „Gwiezdne Wojny” co kiedyś ( no, wow, serio?),  a jeszcze inni zachwycali się i wychwalali produkcję pod niebiosy. Jeśli o mnie chodzi, to mnie irytowała główna bohaterka z jakiegoś powodu. I generalnie historia Rey jakoś mnie średnio przekonała. Lecz nie samą przewodzącą postacią film stoi, więc dałam mu szansę. I mi się podobało.

Na „Ostatniego Jedi” czekałam niecierpliwie. Każdą informację, jaką widziałam na temat tej produkcji, starałam się w miarę możliwości omijać, bo wiedziałam, że może mi to zaspojlerować cały film, a tego bardzo nie chciałam. Dużo osób porównywało epizod ósmy do „Imperium Kontratakuje”, co moim zdaniem jest kompletnie bezsensu. Bo tak szczerze, ten film nawet nie stał obok swojego zacnego poprzednika, więc nie rozumiem tej chęci przypięcia mu łatki. Choć stylistyka plakatów przywodzi na myśl stare filmy.

Ale może, przejdę już do właściwiej recenzji. ” Ostatni Jedi” jest produkcją, która przeciętnego kinomana przyprawia o ból głowy. Nielogiczność niektórych scen aż bije po oczach, a połowy dialogów nie idzie zrozumieć. Efekty wizualne i specjalne są na najwyższym poziomie a muzyka nadaje całości niepowtarzalny klimat.

Ja jednak chciałabym powiedzieć o samej historii parę słów. W „Przebudzeniu Mocy”, wszyscy szukali legendarnego Jedi, Luke’a Skywalkera, dzięki któremu galaktyka miała być znowu wolna. Więc dzielni działacze Ruchu Oporu, starali się pokrzyżować plany Pierwszego Porządku i dać czas swoim ludziom na odnalezienie Luke’a. Na pierwszy plan też wysuwa się historia Rey ( Daisy Ridley), zbieraczki złomu, która przez przypadek znajduje droida BB-8 na swojej pustynnej planecie. I od tego momentu, zaczynają się jej przygody.  „Ostatni Jedi” zaczyna się od momentu, w którym to nasza bohaterka trafia na wyspę, gdzie osiedlił się Luke Skywalker ( Mark Hamill) i próbuje go przekonać by nauczył ją, jak być Jedi. Jednak stary mistrz jest bardzo ekscentryczny i długo opiera się sugestiom dziewczyny. A gdy widzi, do czego jest zdolna, postanawia dać jej kilka lekcji. W międzyczasie Finn ( John Boyega) i Poe ( Oscar Isaac) starają się ocalić resztki Rebelii przed niszczącą siłą Pierwszego Porządku. Kylo Ren ( Adam Driver) jest gotowy przyjąć ostatnią lekcję od swojego mistrza Wielkiego Przywódcy Snooke’a. Odkrywa też, że ma niezwykle silną więź z Rey, co sprawia, że dziewczyna pragnie mu pomóc. Zdaje się, że główną motywacją Rey jest jej krótka przyjaźń z jego ojcem Hanem Solo ( Harrison Ford).

I to by było na tyle, bo jeśli więcej napiszę, to już wam całkiem zaspojleruję film. A tego bym nie chciała.

Jeśli mam być szczera, to nie mam pojęcia, jak ocenić ten film. Dla mnie, jako wieloletniej fanki „Gwiezdnych Wojen” była to taka mała „gwiazdka”. Czułam się jak małe dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę. Mimo swoich licznych błędów, kiczowatych rozwiązań, scen, które przyprawiały o śmiech z zażenowania, całość jest świetna. I czuję ogromny niedosyt. Cały czas czekałam aż będzie jakiś mega wielki plot-twist. Coś, co mnie wbije w fotel, a tu… No dobra, było kilka takich momentów. Fakt. Ale nastawiałam się coś na miarę „I’m your father, Luke” z ust Vadera. Aczkolwiek zwroty akcji w tej części były intensywne. Postaci pokazały swoją prawdziwą moc i mogliśmy je lepiej poznać. Widząc postać Lei, granej przez nie żyjącą już Carrie Fisher, wzruszyłam się. A sama końcówka filmu mnie trochę zaskoczyła. Choć można było się domyśleć, że coś takiego może się wydarzyć.

Jeśli chodzi o grę aktorską, to muszę tutaj wyróżnić przede wszystkim Marka Hamilla, który już zawsze będzie dla mnie Lukiem Skywalkerem. No i nie mogę nie przyrównać jego zachowania do zachowania Yody z „Imperium Kontratakuje” w stosunku do niego, gdy przybył na Dagobah. Duży plus też dla Johna Boyegi, który wykreował naprawdę dobrą postać nawróconego szturmowca, potrafiącego skopać tyłek swoim dawnym dowódcom.

Podsumowując, „Ostatni Jedi” jest dobrą rozrywką. Jeśli ktoś jest fanem „Gwiezdnych Wojen”, na pewno stwierdzi, że jest to jedna z lepszych części w nowym uniwersum. I ja się mogę częściowo z tym zgodzić. Czekam jeszcze bardziej niecierpliwie na epizod dziewiąty. I kolejne produkcje z tego uniwersum, jakie planuje Disney.

„Star Wars” zawsze będą dla mnie uniwersum bardzo wyjątkowym. Dlatego każdy kolejny film jest dla mnie niebywałą gratką. A że czasem są trochę niespójne i kiczowate, to tylko dodaje im uroku i magii.

A jaka jest Wasza opinia o nowych „Gwiezdnych Wojnach”? The_Last_Jedi_poster

Niech moc będzie z Wami,

Meg.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s