Episode #181 : Przegląd filmowo-serialowy na sierpień.

Dzień dobry, cześć i czołem moi szanowni Czytelnicy!

Na wstępie mojego posta, chciałabym zaznaczyć, że wiele się zmieni zarówno na moim skromnym blogu jak i w moim około-blogowym życiu. Nie, nie zamierzam zamknąć tego bloga ( na Wasze nie-szczęście). A zamierzam ( wreszcie!) się ogarnąć. Brzmi to jak jakaś abstrakcja, ale takie mam postanowienie. Ostatnio się trochę rozregulowałam. I to bardzo nie dobrze wpływa na mnie, na innych i na to, co robię. Dlatego, czas unormować kilka rzeczy.

Będę się starała codziennie bądź co drugi dzień coś dla Was przygotować w formie wpisu a co tydzień ( lub dwa, zależy jak czas i chęci pozwolą) uraczę Was jakimś filmikiem czy to o książkach czy to o filmach. Będzie się działo i będę potrzebować dużej dawki motywacji by coś tworzyć.

W dzisiejszym poście, kilka premier które być może Was też zainteresują.

SERIALE:

Cóż, na restart moich ulubionych seriali będę musiała poczekać do września, jednak 18/08/2017 swoją premierę miał serial „Defenders” od Netflixa. Głównym wątkiem jest ochrona Nowego Jorku przed bandziorami, którzy chcą przejąć władzę nad miastem. A tymi, którzy mają chronić biednych Nowojorczyków, są: Jessica Jones, Luke Cage, Daredevil i Iron Fist. Pewnie myślicie sobie: no już więcej ich matka nie miała, nie? Też mnie to trochę martwiło, ale dałam tej produkcji szansę. I trochę się zawiodłam. Przez pierwsze trzy odcinki, mamy prezentację postaci a dopiero w czwartym, coś zaczyna się dziać. Sceny walki są widowiskowe, lecz nie tak bardzo jak w pojedynczych produkcjach. A jeśli chodzi o całość produkcji, to pozostał ogromny niedosyt.

 

FILM:

„Valerian i miasto tysiąca planet”, reż Luc Beson, występują: Cara Delevingne, Dan DeHaan, Clive Owen, data premiery: 20.07.2017, czas trwania: 137 min.

Czwartego sierpnia miała miejsce premiera jednego z najbardziej oczekiwanych przeze mnie filmów, czyli „Valerian i Miasto Tysiąca Planet.” Byłam na premierze… I… Dostałam taki gniot, że aż się sama zdziwiłam. Pierwszy raz zasnęłam w kinie, gdzie nigdy w życiu mi się to nie zdarzyło. Ale może zacznę od pozytywnych aspektów. Jedynym atutem tej produkcji jest jej aspekt wizualny. Tutaj składam pokłony producentom CGI i ekspertom od efektów wizualnych. Obraz jest przepiękny pod tym względem i warto go obejrzeć w kinie, gdyż na małym ekranie już tego efektu „wow” nie będzie. No to tyle, jeśli chodzi o pozytywy. Czas na moją bardzo subiektywną opinię. Ale od czego by tu zacząć… A, no może od pierwowzoru. W latach 60. ubiegłego wieku powstał rewelacyjny komiks pt. „Valerian i Lauraline”, który to zapoczątkował nurt epickich komiksów o przygodach łotrzyka o złotym sercu i jego towarzyszce, którzy ratują galaktykę i pakują się w różne dziwne historie. Brzmi znajomo, prawda? Bo właśnie Valerian był pierwowzorem do innego, ikonicznego już łotrzyka, czyli Hana Solo ( którego brawurowo sportretował Harrison Ford). W filmie poznajemy parę głównych bohaterów jako specjalnych agentów jakiejś super ważnej organizacji, działającej na rzecz ratowania galaktyki, o której nic nie wiemy i nic się nie dowiadujemy finalnie… Akcja zaczyna się od ataku na bajkową planetę Mul, która zostaje zniszczona. Nikt nie wie, dlaczego. A potem nagle przeskakujemy do jakiś bezsensownych scen rozmów między naszymi głównymi bohaterami. Środka wam nie opowiem, bo go przespałam. Obudziłam się na scenie z Rihanną, która grała jakiegoś zmiennkoształtnego stworka… o, pardon, powiedziałam grała? Miałam na myśli, że próbowała ale coś nie pykło w tym planie. Jak i w całym filmie. Nie dość, że główni bohaterowie są miałcy i pozbawieni charyzmy to  cały film kompletnie nie ma sensu… Miałam wrażenie, że oglądam kiepską podróbę Gwiezdnych Wojen z trochę lepszymi efektami wizualnymi. Mimo całej mojej sympatii do Dana DeHaana, stwierdzam, że zniszczył on postać Valeriana po całości. Zamiast pokazać go jako kogoś na wzór Hana Solo lub po prostu zinterpretować go na swój sposób, to zrobił się z tego taki Anakin Skywalker z „Ataku Klonów”… Przykre.

Niestety, Beson puścił kilkaset milionów dolarów w kosmos. Trochę to smutne, zwłaszcza, że historia ma potencjał i na pewno mogłaby się wybronić, gdyby została odpowiednio przedstawiona. Jeśli macie się ochotę przekonać na własnej skórze, czy mam rację, podrzucam link do trailera:

 

„The Circle. Krąg” reż: James Ponsoldt, występują: Emma Watson, Tom Hanks, Bill Paxton, John Boyega, data premiery: 19.05.2017, czas trwania: 110 min.

Historia opowiedziana w tym filmie, jest bardzo współczesna i tyczy się naszego najbliższego otoczenia, czyli korzystania z Social Media. Jak uzewnętrzniamy się i dzielimy się wszystkim, często nie zdając sobie sprawy z tego, że tak naprawdę pozbawiamy się naszej prywatności. Młoda kobieta, Mae Holland dostaje pracę w prestiżowej firmie internetowej, której zadaniem jest budowanie sieci na szeroką skalę. Podstawową zasadą, panującą w niej jest pełna przejrzystość. Czyli zakładasz profil na portalu społecznościowym i zamieszczasz na nim wszystko. Stan zdrowia, związki, gdzie jesteś, co robisz i z kim. Wszystko dzieje się bardzo szybko. Mae jest zafascynowana tym światem i stara się dopasować. Czy jej to wychodzi? Tego musicie się dowiedzieć, oglądając film. Szczerze mówiąc, jakoś nie szczególnie mnie ten film powalił, przeraził czy wpłynął na mnie w taki sposób, bym na przykład ograniczyła swoje strony na Social Media… Nic z tych rzeczy, a chyba takie miał założenie autor książki, na podstawie której powstał ten film… Jeśli zbyt dużo o sobie udostępniasz, ludzie będą chcieli więcej aż wreszcie będzie musiało dojść do tragedii, by coś do ciebie dotarło. Mimo, iż w filmie jest to gdzieś tam wyeksponowane, to nie było tego efektu „wow”. Być może jestem zbyt zblazowana by tego typu dystopie robiły na mnie wrażenie, gdyż zbyt wiele już ich widziałam. W mojej ocenie film był przeciętny. Zostawiam Wam trailer, gdybyście chcieli się sami przekonać, czy warto go zobaczyć, czy też nie:

„The Dark Tower. Mroczna Wieża.” reż: Nikolaj Arcel, występują: Idris Elba, Matthew McConaughey. czas trwania: 95 min.

Jest to jeden z najgorszych filmów, jakie widziałam w tym roku. Nawet gorszy niż „Valerian”, co jest ciężko sobie wyobrazić. Wiem, że jest grono osób, które zaraz zacznie się burzyć, że jak to tak mogę osądzać film, nad którym tyle osób ciężko pracowało i poświęciło wiele by mógł powstać. Mogę. Tym właśnie zajmuje się recenzent, choć ja tylko wyrażam swoją subiektywną opinię. Nic poza tym. Więc możecie ją uznać za wartościową bądź nie. To już wasza sprawa. A jaki mam argument za tym, że jest to kiepska produkcja? O tym poniżej, zapraszam do lektury.

Ostatni Rycerz, Roland Deschain (Idris Elba), uwięziony w niekończącej się walce z Walterem O’Dimem, znanym także jako Człowiek w czerni (Matthew McConaughey), ze wszystkich sił stara się powstrzymać go przed zburzeniem Mrocznej Wieży, która spaja światy. W imię przetrwania światów, w ostatecznej walce zderzą się ze sobą dobro i zło. Tylko Roland może ocalić Wieżę przed Człowiekiem w czerni. Czy mu się uda? Tego dowiecie się, czytając książkę bądź oglądając film…

Zacznę może od rzeczy, które mi się spodobały w tym filmie. Mianowicie efekty wizualnie i koncepcja całego filmu. Gra świateł i ciekawe prowadzenie kamery, sprawiało, że nawet dobrze się bawiłam oglądając tę produkcję. Jeśli nie znałabym książek, zapewne bym stwierdziła, że film jest super. Chociaż… Niektóre wątki wydały mi się nie do końca zrozumiałe i potrzebne, to po pierwsze. Po drugie, główny bohater ( Idris Elba) wcale nie jest głównym bohaterem. Jest odstawiony trochę na drugi plan, a na pierwszym pojawia się postać Jake’a ( Tom Taylor). Trochę to dziwny zabieg ze strony twórców, no ale może ja się nie znam. Świat wykreowany w książkach jest bardzo skomplikowany i ma w sobie pewnego rodzaju magię. Podróże między światami przenikają się jak sny, natomiast w filmie… Hm… To już będziecie musieli obejrzeć sami, bo ja nie mam słów na to, co tam się stało.

Ogólnie, film był średni. Mimo zaangażowania tak dobrych aktorów jak Matthew McConaughey czy Idris Elba, którego osobiście bardzo cenię i lubię, to najlepiej spisał się Tom Taylor, oddając w pełni postać młodego Jake’a. Wszystko inne to jedno wielkie nieporozumienie. I naprawdę nie rozumiem, jak z tak dobrego materiału, zostało wyciągnięte tylko 95 minut! Jeśli macie się ochotę zobaczyć tę produkcję, zapraszam do kina,  a tu zostawiam trailer:

No i to by było na tyle, jeśli chodzi o mój mały przegląd filmowo-serialowy. Niestety, nie wymieniłam tu wszystkich produkcji, jakie ostatnio widziałam, ale tylko te, które zapadły mi w jakiś sposób w pamięć. We wrześniu pojawi się kolejny, dlatego wypatrujcie.

A tymczasem, borem lasem, żegnam się.

Pozdrawiam i do następnego,

Meg.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s